poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Wielkanocnie


Jednak lubię spokój. Miło jest spotkać się przy jednym stole z rodziną – zwłaszcza, jeśli na co dzień żyje się w innym mieście - ale jest to dość męczące. Człowiek przyjedzie, styrany strasznie (tak, student też może być styrany), a tu należy jeszcze uwijać się z przygotowaniem potraw i sprzątaniem. A jak już się usiądzie to trzeba znieść gwar. O dziwo głośniejsze było śniadanie wielkanocne ośmioosobowe, niż późniejsze obiadowe spotkanie ponad dwudziestu osób. Także jeszcze raz: lubię spokój.

Ale brakuje go człowiekowi nie tylko od święta, bowiem cisza nie jest jego jedynym wyznacznikiem. Jest coś takiego, jak spokój ducha, co definiuje się jako równowagę, harmonię, według niektórych także to właśnie jest szczęście. I chyba mogłabym się pod tym podpisać nogą, ręką, a jak chcecie to i rzęsami.

Dlatego w imieniu mamyalergie życzę wam w tym cholernie szybkim dwudziestopierwszowiecznym świecie właśnie p u, wewnętrznego szczęścia. Takiego nie potem, nie może kiedyś, ale w każdym tu i każdym teraz.

P.S. Życzymy także powodzenia z teoriami Ingardena i może jeszcze paru groszy na dodatkową kawę wszystkim naszym filologom. (; 

*Kartka od sześcioletniej Natalki W.

3 komentarze:

paranoJa pisze...

a ja to chyba nie lubię spokoju. lubię jak jest gwar, jak się kręci, jak biegnie. spokój tylko od czasu do czasu. mimo wszystko dzięki i życzę spokoju, skoro lubicie! :)

paranoJa pisze...

a w ogóle, to poczujcie się częścią blogowego świata: http://cruxinterpretum.blogspot.com/2013/04/jestem-czescia-blogosfery-czyli-tag.html :P

Klaudia pisze...

Tak dla ścisłości - spokój, którego życzyliśmy to głównie taki spokój-szczęście, o którym wspominałam. (;

I jaaaa, ale zabawa. :D