poniedziałek, 22 lipca 2013

Zagubiony Marco Polo

Jakiś czas temu w toruńskich autobusach wisiała reklama spaghetterii „Marco Polo”. Uwielbiamy makarony, a cena była bardzo kusząca (5,5 zł za porcję 350 gram), więc stało się wiadomym, że prędzej, czy później udamy się na Wysoką 3. Odwiedziliśmy ją późną zimą, prawie wiosną, ale plik skrył się między innymi dokumentami, a i z głowy nam wyleciał. Jednak chyba lepiej zamieścić relację z tamtego wrażenia, niż odtwarzać z pamięci fakty i zmieniać treść. Także było to tak:

Poniedziałek, słońce, burczące brzuchy, mróz - idealna pora na spaghetti. Wchodzimy więc. Pierwsza rzecz, która rzuciła się w oczy – pustka.  Pan za barem wygląda jakby był tam za karę. Nad naszymi głowami widnieje menu. Cztery rodzaje spaghetti w trzech gramaturach (bolognese, gulaszowe, grzybowe, wegetariańskie), dwie zupy (cebulowa i z soczewicy), risotto i napoje ciepłe. Zamawiamy małe bolognese i małe gulaszowe oraz herbatkę.

Siadamy, rozglądamy się, czekamy. Wystrój ładny  - wpadający w brązy i schludny. Bar się wyróżnia – jest w kolorze nieco oczojebnej zieleni. Wisi plansza ze starą mapą (nawiązanie do Marco Polo) i rodzajami makaronów (ale że jak to? na tym polega spaghetteria? a przy barze nikt nas o rodzaj jakoś nie pytał…). Z doniczek wystawały jakieś cieniutkie łodyżki, które może będą kiedyś ładniejszą roślinką.

Nagle słyszymy coś burczcąco-nawołującego, co było chyba wezwaniem nas po zamówione dania.

Ładne naczynko, które nie jestem pewna, czy zawiera w sobie obiecane 350 gram. A sam makaron pływał w wodzie. Rozcieńczona torebka, czy rozmrażanie szybkie? Nawet serem nie posypane. Makaron bardzo zwykły i chyba nieposolony.

Gulaszowa wersja Daniela nie była lepsza – bardziej to przypominało makaron zamoczony w jakiejś zupie z wołowiną. Praktycznie nie dało się wyczuć sosu, tylko makaron z ogórkami.

Zjedliśmy i jak najszybciej udaliśmy się w inne miejsce, by zabić smak kawą i może jeszcze nieco dojeść. W zasadzie podsumować można to jednako: jeśli spaghetti w spaghetterii! jest gorsze i droższe, niż w znanym wszystkim toruńskim studentom Baru Adaś (które nawiasem mówiąc w tym roku też jakieś gorsze się zrobiło :( ) w Bibliotece Głównej to chyba wszystko jasne...

zdjęcie z foter.com

3 komentarze:

paranoJa pisze...

eeej, spaghetti w Adasiu daje radę!

kruchescianyszczescia pisze...

Sama jestem wielką fanką makaronów, ale za takie danie jakie dostaliście ja bym nie zapłaciła! To wstyd dla tego lokalu. Już chyba wolę sama sobie zrobić to spaghetti. ;)

Klaudia pisze...

Mileno - oczywiście, że daje radę spagetti w Adasiu! Dlatego tym bardziej Marco Polo uważamy za jakąś pomyłkę.