środa, 11 września 2013

Promocja bez ognia

Jako że pisaliśmy już o filmach, muzyce i meczach, teraz trzeba napisać o czymś innym. Padło na telefon komórkowy, który ponoć już nie jest telefonem, a smartfonem. A tak na serio to w związku z moją niedawną wizytą w jednym z salonów T-Mobile, poczułem nieodpartą potrzebę napisania o tym, co mi tam wcisnęli. Oto moja recenzja smartfonu Alcatel One Touch Fire.


Reklama kłamie



Od połowy sierpnia w blokach reklamowych wielu stacji telewizyjnych można obejrzeć, jaki to rewolucyjny smartfon Alcatela dostępny jest dla klientów mixa w T-Mobile. Kampania była dość ekspansyjna, bo telefon z liskiem widziałem też na billboardach i plakatach. Sam natknąłem się na ten produkt jeszcze zanim różowa sieć zaczęła ciskać nim przed oczy potencjalnym nabywcom. Alcatela wybrałem decydując się na wariant oszczędnościowy. Zapłaciłem za niego 1 zł z VAT-em, w mixie z internetem za 35 zł.

Alcatel?


Przyznam, że w świecie telefonii komórkowej jestem zorientowany pewnie nieco poniżej przeciętnej. Jednak od kiedy sięgam pamięcią Alcatel nigdy nie był komórkowym hegemonem, raczej jednym z wielu. Natomiast kiedy przyszło mi wybierać między nim, a Samsungiem Galaxy Young, zaintrygował mnie system operacyjny, który zawierał Alcatel. Chodzi o Firefoxa, dobrze znanego z wypuszczania na rynek przeglądarek internetowych. Skoro więc nastawiłem się na opcję internetową stwierdziłem, że to chyba będzie dobry wybór. Niestety teraz czkawką odbija mi się mój smartfonowy laicyzm. System operacyjny zainstalowany w Alcatelu One Touch Fire jest pionierskim dziełem ludzi spod znaku tulącego się do planety Ziemi lisa. I jak wszystkie pionierskie produkty ma masę niedoróbek. Pan sprzedawca z salonu T-M zapewniał, że w porównaniu do wymagającego Androida, Firefox ma minimalne wymagania sprzętowe i będzie śmigał mi, że ho ho. Tymczasem mój AOTF (głupi skrót ale kończą mi się synonimy) łapie zawieszki co chwilę, a już nie daj Boże, jeśli pracują na raz dwie albo więcej aplikacje. Tak na marginesie: kroki jakie trzeba poczynić, żeby zwyczajnie wyłączyć aplikację, albo nawet tryb sms są absurdalne - jakby nie można było zamontować czegoś na wzór przycisku [x] w mozilli. Kuleje też przeglądarka internetowa, którą oczywiście jest Mozilla Firefox. Jednak w konkursie na największy absurd mojego telefonu wygrywa bezapelacyjnie opcja wyboru dzwonka. Niby szczegół, ale jak w dobie iPadów, smartfonów i innych touchpadów można stworzyć urządzenie, w którym dźwięk dzwonka, smsa i budzika możemy wybrać jedynie wśród żałosnych fabrycznych pojękiwań? No jak? Paranoja. Nawet na moją pierwszą Nokię 3310 można było ściągnąć sobie dzwonek z tylnej okładki gazety z programem telewizyjnym. A tutaj ani programu nie sprawdzę, bo net zamula, ani dzwonka sobie nie ustawię.

One touch?


W kwestii poręczności i łatwości obsługi Alcatela muszę zacząć od oświadczenia, że w związku z moimi ułomnymi umiejętnościami manualnymi wszelkie urządzenia z ekranami dotykowymi budzą we mnie strach i przerażenie. Niemniej na przydomek "One touch" mój smartfon nie zasługuje. Najlepszym przykładem tutaj jest moment, gdy ktoś do mnie dzwoni, a ja akurat mam wyłączony i zablokowany wyświetlacz (co stanowi 99% przypadków i w tym miejscu przepraszam wszystkich, do których musiałem oddzwaniać). Otóż, żeby trafić w skaczący jakby miał atak padaczki przycisk z zieloną słuchawką na pewno nie wystarczy "one touch". Nawet "twice touch" to czasem za mało. Podobnie rzecz się ma gdy zachce mi się wyłączyć jakąś aplikację bądź cokolwiek w tym stupidfonie. Bowiem nie jestem małym Azjatą z kciukami jak pałeczki do ryżu, tylko facetem 190 cm wzrostu i najzwyczajniej w świecie nie jestem w stanie trafić za pierwszym razem w miejsce, które umożliwi mi zamknięcie aplikacji. Sytuacja powtarza się przy cofaniu w menu, itd. Jedynym wyjątkiem jest pisanie smsa, gdzie przy pisaniu na dwa kciuki po tygodniu można wysyłać wiadomości, które odbiorca będzie mógł rozszyfrować. Bardzo słabo prezentuje się też aparat, przy którego ustawieniach nie możemy nic zmienić - albo pstrykasz fotkę jaka smartfonowi się podoba albo spadaj.

Fire?


Tak ścisła współpraca Alcatela z Firefoxem oznacza jedno - bez nielimitowanego dostępu do internetu w AOTF ani rusz. Większość aplikacji i funkcji opiera się na połączeniach z siecią, nawet zapisanie wyniku w gierce. Także jeśli twoja umowa nie gwarantuje ci stałego dostępu do netu (albo jeśli używasz smarfona poza zasięgiem domowego Wi-fi) oraz obawiasz się, że zużyjesz megabajty i zaraz rudy lisek pożre ci wszystkie pieniądze - nie kupuj Alcatela One Touch Fire.

Podsumowując, smartfonowi o którym tu mowa zdecydowanie brakuje ognia, który umieścili w nazwie. Widać w nim zalążki czegoś dobrego i kilka ciekawych pomysłów, ale ludziom z Mozilli potrzeba jeszcze sporo takich "nie do końca udanych" modeli zanim stworzą coś konkurencyjnego dla najbardziej popularnych obecnie systemów operacyjnych dla smartfonów. A do skorzystania z oferty T-Mobile z Alcatelem za złotówkę, serdecznie nie zachęcam, bo przewiduję, że będziecie równie niezadowoleni jak ja.

1 komentarz:

Łukasz pisze...

Aj tylko Android a nie tam żadne firefoxy :P Alcatel... zostawię dla siebie opinię na temat tego sprzętu ;d