niedziela, 29 grudnia 2013

Chciałbym się zestarzeć jak Stephen King

Powiecie „nie, no znowu horror. Głupi blog”. Tak, znowu, ale co począć – ten gatunek będzie mi towarzyszył przez najbliższe dwa lata (w końcu magisterkę z tego piszę). Jednak dziś naprawdę nie byle co. Pamięta ktoś „Lśnienie” Kinga? Staruszek postanowił odkurzyć jeden ze swoich najlepszych garniturów i przyodziać nim swoje najnowsze dzieło. Panie i panowie, nie House, nie Judym, nie Oetker, oto stara-nowa gwiazda horroru – „Doktor Sen”.


Jako Polak z krwi i kości podejście miałem sceptyczne. Sequel po tylu latach? I to nie po paśmie pełnym sukcesów, tylko po suchych latach, pełnych krytyki za obniżenie lotów i masową produkcję nieznaczących książek. Jednak ciekawość tego, co wydarzyło się po wybuchu hotelu Panorama, gdzie rodzina Torrance`ów spędziła najbardziej upiorną zimę życia - zwyciężyła.

Autor dość zgrabnie przemknął przez kilkadziesiąt lat, by akcja „Doktora snu” toczyła się w teraźniejszości. W związku z tym uknułem teorię spiskową, wedle której rok wydania kontynuacji „Lśnienia” jest nieprzypadkowy. Myślę, że autor chciał powrócić do głównej postaci pierwszej części – Danny`ego Torrance`a, ale zależało mu też na tym, aby w sequelu bohater był osobą dorosłą, po przejściach. Tak więc wyczekał do 2011, kiedy jego postać będzie już bliskim czterdziestki Danielem Torrance`em, i zabrał się do roboty. Wszystko wyszło idealnie – akcja kulminuje się w 2013 roku, kiedy książka ujrzała światło dzienne.

Styl Kinga w najnowszym dziele (czy tak do końca najnowszym nie wiem, bo facet jest jak „Moda na sukces”, trwa i produkuje w nieskończoność) jest nieco inny niż w „Lśnieniu”. Mniej brutalny, za to bardziej dynamiczny (i to mimo 650 stron!). Niezmienne pozostaje zamiłowanie do świetnych opisów, a także dbałość o tzw. niepotrzebne szczegóły, które jednak nadają całości wyjątkowego charakteru.

Co tyczy się treści, „Doktor sen” to dla mnie pełnia harmonii między tym, co znamy z „Lśnienia”, a tym, co nowe. King nie odświeża strachów z Panoramy, jednak przez całą powieść czujemy ich obecność. Proporcjonalnie rozłożone akcenty, pozwalają nam skupić się na akcji, ale też nie dają zapomnieć o wydarzeniach z lat dzieciństwa Dana. Co tu dożo mówić – King pokierował fabułą „Doktora snu” w mistrzowski sposób, sprawiając, że żaden fan „Lśnienia” nie powinien być zawiedziony.

Fabuła fabułą, ale w horrorach ważna jest akcja. Ta bywa czasami nudnawa, jednak kiedy należy przytrzymać czytelnika w napięciu, autor robi to wyśmienicie. Nie przeszkadza wielowątkowość, która suma summarum tworzy monolit. Każdy element powieści zdaje się mieć sens, by prędzej czy później mieć swój wkład w odbiór całości. Jedyny zarzut można mieć do nastroju zakończenia, jednak aby je przedstawić musiałbym zdradzić koniec, a tego wolałbym uniknąć.

Nie twierdzę, że „Doktor sen” jest lepszy od „Lśnienia”, ale na pewno nie zawodzi. On jest po prostu inny. Na pewno pozycja godna polecenia, bo King pokazuje nam, że ma jeszcze kilka asów w rękawie i nie zawaha się ich użyć.

Jednak lubisz horrory? Więcej recenzji znajdziesz tutaj:

Recenzja filmu "Obecność"

Najgorszy horror w historii


Recenzja "Miasteczka Salem" Kinga


okładka książki ze źródeł własnych.

2 komentarze:

Vogue Swing pisze...

Dziękuję Kochana za nominację w poprzednich postać... Nie wiem czy wymyślę jakieś ciekawe fakty "o mnie", więc nie obiecuję, że taka notka się pojawi. Aż głupio mi jej nie napisać, ale ostatnio mam zawrót głowy i nawet nie mam czasu odpisywać na komentarze :(
Przy okazji życzę Tobie lepszego Nowego Roku!
Lubię horrory, ale bardziej w wersji oglądanej niż czytanej. Ostatnio bardzo podobał mi się film: obecność :)
http://vogueswing.blogspot.com

Piotr Wysocki pisze...

Mnie, wbrew wszystkiemu, Lśnienie podobało się jednak dużo bardziej, choć i tak nigdy nie byłem wielkim fanem tej powieści Króla. "Doktor Sen" czyta się przyjemnie, o ile tylko wyłączy się umysł i przestanie zwracać uwagę na różne bzdury i niezbyt przekonujące zachowania bohaterów ;-) Chwilami byłem wciągnięty po same uszy, chwilami ziewałem... w mojej opinii książce daleko do najlepszych dokonań Kinga, ale to nadal bardzo dobra rzecz. Król innych nie pisze ;)