sobota, 15 lutego 2014

Sex, drugs & Jack Nicholson - recenzja „Nicholsona" Marca Eliota

Nigdy nie lubiłam czytać biografii (oprócz okresu fascynacji Andersenem, gdy miałam jakieś dziesięć lat), ale zmieniło się to rok temu, na ostatnim roku licencjatu z filologii, kiedy zainteresowałam się szeroko rozumianym autotematyzmem. Nie mam bowiem pamięci do dat, nazwisk, miejsc, czego zazwyczaj jest mnóstwo w tego typu literaturze. Ale pozwalam sobie na omijanie co "nudniejszych" kartek, dzięki czemu przebrnęłam także przez biografię Nicholsona, napisaną przez Marca Eliota.


Książka jest zmyślnie ułożona. Na początku poznajemy dzieciństwo Jacka, które pełne jest kobiet i fascynacji koszykówką, ale kiedy okazuje się, że Nicholson jest za niski na zawodnika NBA - zaczyna się jego długa droga do ról Oscarowych. Eliot opowiada o Jacka rodzicach i siostrach, zaznaczając, że znajomość koligacji rodzinnych opiera się na kłamstwie. Czytelnik musi jednak przebrnąć przez kilkadziesiąt stron, nim pozna prawdę o rodzinie Nicholsona. Stawiałam na różne historię - adopcję, zdradę; rzeczywistość jest jednak jeszcze bardziej zaskakująca i do dziś niewyjaśniona. Nie jest to jednak miejsce na zdradzanie tajemnicy, na której książka się opiera. Dodam tylko, że autor zastosował ciekawy chwyt - tajemnice o rodzinie Nicholsona poznajemy pomału, razem z aktorem. 

Czym dalej brnęłam w treść, tym bardziej nie byłam pewna, czy czytam biografię Jacka Nicholsona, czy może historię Hollywood. Mi, osobie, która filmy oglądać lubi, ale nie ma za szerokiej wiedzy filmoznawczej, trochę to przeszkadzało. Nie do końca orientowałam się, o co chodzi, a nie jestem aż takim fanem kina, by pytać o każdy wątek wujka Googla. Ale jak mówiłam na początku - można ominąć niektóre linijki tekstu, a biografia na tym nie straci. Zresztą, nie oszukujmy się - kinomaniacy pewnie czytaliby to z wypiekami na twarzy. 

Nicholson. Gdy o nim myślę, widzę ten charakterystyczny uśmiech, który wywołuje u mnie ruch kącików ust ku górze. Lektura jego biografii przekonała mnie, że to nie tylko hollywoodzka gwiazda. Facet zapracował sobie na miejsce w czołówce legendarnych amerykańskich aktorów, czego odzwierciedleniem są chociażby trzy zdobyte przez niego Oscary. Niejednokrotnie dźwigał całą produkcję na swoich barkach. Chyba tylko jedna rzecz była dla niego ważniejsza - mecze Lakersów, bo miłość do koszykówki nigdy w nim nie umarła. Z zainteresowaniem śledziłam, jak przygotowywał się do ról - czytając wielkich filozofów; jak kupował kolejne obrazy do swojej posiadłości, która wyposażona była w stare, nieciekawe meble. Eliot ukazuje nam Nicholsona przede wszystkim jako normalnego człowieka, który po prostu bardzo uparł się, że będzie aktorem. To, co doceniłam w Jacku, jako aktorze to jego zdolność improwizacji. Jako widz gotowego produktu raczej nie zastanawiamy się nad tym, czy aktor po prostu dobrze odwzorcowuje scenariusz, czy genialne czuję swoją postać i dodaje do scen swoje trzy grosze. 

Nicholson jako człowiek jest hedonistą - nie wiem, czy można zliczyć kobiety, z którymi sypiał. Autor biografii posługuje się chwytem okrągłej liczby "100 romansów z najpiękniejszymi kobietami świata", ale chyba nie jest ważna ilość, a sama częstotliwość. Wydaje się, że Jack żyje jak Piotruś Pan - liczy się tylko dawka narkotyków i młoda kobieta u boku. Nie zrujnowało to jednak jego kariery. Znacznie gorsze skutki mogła mieć przyjaźń Nicholsona z Polańskim (to w posiadłości Jacka miało dość do stosunku reżysera z nieletnią). Jedno trzeba oddać Jackowi - był oddanym przyjacielem. 

Podsumowując - dla mnie biografia Nicholsona to lektura dobra na czytanie w podróży. Potrafi zainteresować, ale fragmentami jest nużąca dla kogoś, kto niewiele wie o wielkim świecie hollywoodzkich produkcji. Pojawiają się zdjęcia i cytaty Jacka, co urozmaica lekturę. Na pewno nie można zarzucić autorowi książki braku rzetelności - biografia wyposażona jest w szeroką bibliografię oraz indeks, które mogą przydać się fonom kinematografii Hollywood lub samego Jacka Nicholsona. 

Marc Eliot, Nicholson. Biografia, Warszawa: Axis Mundi, 2014, ss. 414. 






2 komentarze:

paranoJa pisze...

ale... ale jak to nie lubisz biografii? :(

Klaudia pisze...

Już od jakiegoś roku lubię! :P Po prostu trafiałam na takie kiepsko napisane i bardzo nudne.